// Kąpiele Zimowe i nie tylko :-): 2011-12-06

wtorek, 6 grudnia 2011

Post Powitalny po ciężkiej podróży:-)

Witam wszystkich, którzy zostawili mi wspaniałe komentarze, dla których warto pisać, dla których moja bazgranina na tym blogu coś znaczy. Na wstępie muszę trochę wytłumaczyć dramatyczny tytuł ostatniego posta pożegnalnego. To był mój pierwszy lot taką oto piekielną maszyną:
 która po starcie zaoferowała mi takie oto wspaniałe widoki:
 Jako że nigdy wcześniej nie miałem okazji latać a przecież czasami taka maszyna zapomina, że ma latać wolałem się pożegnać na blogu tak na wszelki wypadek. Pokrótce dodam tylko, że to była tylko krótka podróż służbowa do siedziby firmy, która mieści się w Hamburgu:-) Jako, że się bałem musiałem zabrać ze sobą coś do przytulania, a ze mojego, ulubionego misia nie mogłem wziąć z sobą, więc musiałem poszukać kogoś w zastępstwie, co prawda nic nie jest w stanie zastąpić mi mojego misia przytulanki ale jak to mówią, lepszy rydz niż nic:-)
Lot do Lubeki przebiegł spokojnie i o czasie wylądowaliśmy na miejscu, a stamtąd autobusem po godzinie jazdy dotarliśmy do Hamburga, gdzie w hotelu musieliśmy uzupełnić ubytki płynów:-)
Trochę się przedłużyła ta aklimatyzacja z obcym miejscem, a już następnego dnia "wypoczęci" ruszaliśmy na spotkanie atrakcji, które zostały dla nas przygotowane:-) Pierwszym miejscem był miejscowy "Dom Strachu" czyli "Hamburg Dungeon"
  
Wejście przedstawia się bardzo imponująco i na sam widok już chciało się wejść dalej. Jako grupa zorganizowana musieliśmy chwilę poczekać, ale dzięki temu mogliśmy jeszcze porobić kilka fotek.
 
Powyżej, nasza mała grupka z oddziałów: Bremerhaven, Hamburg oraz Gdynia :-) A poniżej już fotka pamiątkowa z samego "Domu strachów"
 Niestety już w trakcie zwiedzania nie można było wykonywać zdjęć pod karą wydalenia z muzeum. Po zakończeniu zwiedzania okazało się, że zakaz był uzasadniony, ponieważ za zdjęcia wykonane przez muzeum w formacie 10cm * 15cm kosztowały "tylko" 11,99 EUR :-)jak dla mnie cena kosmiczna za zdjęcie:-)
Po wyjściu chwila relaksu w wydzielonym pomieszczeniu socjalnym 
 
 i odpoczynek 

aby nabrać sił na kolejną atrakcję, która skończyła się dla mnie lekką kontuzją, a atrakcją tą były wyścigi gokartami. To również był mój debiut w takiej zabawie i nie mogłem nie skorzystać oczywiście, ale cenę za to płacę jeszcze do chwili obecnej obolałymi żebrami:-)
Powyżej jeszcze byłem przed kolizją, a korzystając z okazji mogłem stanąć na podium chociaż do zdjęcia:-) Później już tylko lekkie uderzenie w bok mojego gokarta, ukłucie po żebrami i myślałem, że na tym się skończy... nie skończyło bo po trzech dniach poleciałem do lekarza prawie na kolanach bo każde kichnięcie sprowadzało mnie do parteru z bólu. Na moje szczęście prześwietlenie nie wykazało żadnych zmian pourazowych:-) A tak wyglądały te ryczące i ziające ogniem potwory niewinnie zwane gokartami
To był właśnie ten feralny wyścig, w którym doznałem lekkiej kontuzji:-)

Po wyścigach oczywiście zwycięzcom wręczono puchary a wszyscy zostali udekorowani pamiątkowymi medalami
Medal wyglądał tak, zdjęcie jest słabej jakości ale niestety nie udało mi się zrobić lepszego:-)

Po uroczystej dekoracji oraz wręczeniu nagród udaliśmy się na wydzielona dla nas salę bankietową, aby kontynuować integrację :-) Do hotelu wróciliśmy ok. godz. 22-giej i jak zwyczaj polski nakazuje szliśmy spać ok. godz.3:00
W niedzielę rano śniadanko i o 10-tej musieliśmy opuścić hotel, a że mieliśmy jeszcze trochę czasu do autobusu, udaliśmy się jeszcze na małe zwiedzanie Hamburga:-)
 
Szopka 

  Jako, że z natury mam dobre serce nie mogłem odmówić pomocy napotkanemu człowieczkowi, który na "Szundach" niósł dwa kubełki z farbą :-) A po ciężkiej pracy czas na chwilę gimnastyki
  
a że w dalszym ciągu było zimno musieliśmy znaleźć szybko sposób na rozgrzewkę i zafundowaliśmy sobie tamtejszego grzańca a kubek wykupiliśmy na pamiątkę :-)




 Ten ogrom i przepych wystaw był taki wspaniały i piękny, że postanowiłem się z Wami tym pięknem podzielić. Ale jak to zwykle bywa co dobre to i szybko się kończy i musieliśmy wyruszyć w drogę powrotną do domu. Od południa zaczął padać już deszcz a później jeszcze doszedł do tego wiatr. Z Hamburga wracaliśmy również autokarem do Lubeki i stamtąd już samolotem do domku. Przy samym lądowaniu lekko nas wytrzęsło i mało mi żołądka nie potarmosiło ale obeszło się bez komplikacji :-) W trakcie lotu powrotnego zakupiłem jeszcze mały prezencik dla mojego, kochanego szkraba, którego uśmiech cenię ponad wszystko:-)Oto co dostał po powrocie do domku :-)

Na tym zakończę to sprawozdanie jeszcze raz serdecznie dziękując wszystkim, którzy tutaj czasem zaglądają, czasem zostawią znak po sobie w postaci komentarza oraz pozostałym czytelnikom, którzy zaglądają tutaj z czystej ciekawości:-) Mam jeszcze jedno sprawozdanie do skrobnięcia i może uda mi się to jeszcze dzisiaj. Życzę miłej lektury:-)
Na zakończenie jeszcze tylko dodam, że udało mi się tutaj dommokoszy wygrać tę cudowną skarbonkę, którą otrzyma oczywiście mój mały Skarbek :-)