Witam moich Kochanych czytelników, zarówno tych ukrywających się jak i Tych którzy zostawiają ślad po sobie w formie miłych komentarzy:-)Bardzo wszystkim dziękuję, którzy tutaj czasem zaglądają bo to tylko świadczy, że nie przynudzam a jak przynudzam to piszcie :-):-):-)Bardzo serdecznie zachęcam wszystkich stałych czytelników do składania komentarzy abym wiedział co mam zmienić lub poprawić na blogu.Jestem otwarty na wszelkie sugestie, włącznie z zaprzestaniem pisania bloga, który tymczasowo ze względu niesprzyjających warunków pogodowych przestał być blogiem zimnych kąpieli:-)
Przejdę jednak do sedna sprawy, czyli tytułu dzisiejszego posta. Jak wszyscy wiecie, bo też dotknął Was problem techniczny z blogerem, ja również nie miałem dostępu do swojego bloga. U mnie to trochę wyglądało inaczej i stąd moje małe usprawiedliwienie:-) Ostatni trening biegowy, który wykonałem nastąpił w miniony wtorek, ze wspaniałą grupką biegamyrazem.pl, o której tutaj wielokrotnie wspominałem. Piszę ostatni, ponieważ następnego dnia już musiałem stawić się w szpitalu. Z góry muszę uprzedzić, że ta szpitalna wizyta nie ma nic wspólnego z bieganiem, a już najmniej z Mors owaniem :-)Była to zaplanowana od pół roku wizyta na mały zabieg operacyjny, konkretnie małego palca ręki prawej. Był to mały zabieg chirurgiczny, który odbył się dnia następnego. Pomimo, że zabieg ten odbywał się pod pełną narkozą, był na tyle nie skomplikowany, że jeszcze tego samego dnia późnym popołudniem zostałem wypisany do domku. Niestety jestem praworęczny i mam wyłączone dwa paluchy z egzystencji:-)Trochę mi to komplikuje pisanie to raz, a dwa mam ograniczać ruchomość ręki prawej do minimum:-( Z pisaniem jeszcze sobie jakoś radzę, pisząc z małymi przerwami, ale już z bieganiem i kąpielami gorzej:-( Do wtorku 17 maja nic nie mogę robić, a już na pewno mam szlaban z bieganiem:-( Ale mogę spacerować i wykonywać inne czynności, które nie wymagają wysiłku.
Dzisiaj np. byliśmy na zorganizowanej wycieczce po porcie Marynarki Wojennej, którą zaaranżował klubowy kolega. Powyżej zamieszczam Orła Marynarki Wojennej Rzeczypospolitej Polskiej.
Dzięki niemu zwiedziliśmy kilka okrętów, pierwszy z nich to okręt podwodny ORP "Bielik"(ex. HNoMS Svenner, nr taktyczny w marynarce norweskiej S-309) to polski okręt podwodny typu Kobben (projekt 207) zbudowany w RFN. Do służby w Marynarce Norweskiej
wszedł w roku 1967. Wycofany ze służby w 2001 został przekazany do Polski w 2003 roku. Podniesienie bandery miało miejsce 8 września 2003 a wcielenie i nadanie imienia: 24 listopada 2003 roku. W Marynarce Wojennej oznaczony numerem taktycznym 296.
Zdjęcie wykonano co prawda przy drugim naszym okręcie ORP "Kondor" który miał tabliczkę z nazwą i wygrał sesję zdjęciową. ORP Kondor (ex. HNoMS Kunna, nr. burtowy w Marynarce Norweskiej S-319) to polski okręt podwodny typu Kobben (projekt 207) zbudowany w RFN. Do służby w Marynarce Norweskiej wszedł w roku 1964. Wycofany ze służby w 2001 został przekazany do Polski w 2003 roku. Podniesienie bandery i nadanie imienia odbyło się 20 października 2003 roku. W Marynarce Wojennej oznaczony numerem burtowym 297. Port macierzysty - Gdynia.
Kolejny okręt podwodny, który zwiedziliśmy to ORP "Orzeł" polski okręt podwodny projektu typu Kilo, zbudowany w ZSRR. Jest to trzeci polski okręt podwodny o tej nazwie; poprzednie to ORP "Orzeł" z okresu II wojny światowej i ORP "Orzeł" z drugiej połowy XX wieku.
29 kwietnia 1986 roku podniesionopo raz pierwszy banderę w Rydze(ZSRR), 13 czerwca 1986 roku przypłynął do Gdyni aby 21 czerwca 1986 roku przyjąć chrzest i otrzymać swoją nazwę. Jednostka wojskowa dywizjonu Okrętów Podwodnych 3. Flotylli Okrętów w Gdyni.
Kolejny okręt który został nam udostępniony to ORP "Lech" – polski okręt ratowniczy. Posiada numer taktyczny 282. Jest to drugi okręt typu Piast.Okręt został zaprojektowany w Polsce i zbudowany w Stoczni Północnej w Gdańsku. Jest to okręt projektu 570/I, w kodzie NATO: 'Piast'. Położenie stępki
nastąpiło 19 stycznia 1973 został wodowany w 1974, wszedł do służby 30 listopada 1974. Głównym zadaniem jednostki jest zabezpieczanie działań polskich okrętów podwodnych i dalekie holowanie. Dodatkową rolą okrętu jest gaszenie pożarów na morzu, ściąganie statków z mielizn, prowadzenie prac podwodnych, poszukiwanie i podnoszenie wraków.
ORP "Lech" wchodzi w skład dywizjonu Okrętów Wsparcia 3 Flotylli Okrętów w Gdyni. Kolejnym okrętem, który dzisiaj był oblegany przez nas to ORP "Orkan" - typ małego okrętu rakietowego projektu 660, typu Orkan (NATO: Sassnitz) Seria okrętów budowanych w NRD dla własnej floty. Po zjednoczeniu Niemiec kadłuby odkupiła Marynarka Wojenna RP, dokończyła budowę w kraju,a następnie wcieliła okręty do 31 dywizjonu Okrętów Rakietowych 3 Flotylli Okrętów. Kilka zdjęć oraz informacje o okrętach wykorzystałem z Wikipedi, aby urozmaicić bloga:-)Liczę na wielką wyrozumiałość z Waszej strony oraz łagodny wyrok za powyższy czyn:-) Pogoda była wyjątkowa w dniu dzisiejszym i tylko wprawne oko czytelnika może wyłowić różnicę pomiędzy moimi zdjęciami, a zdjęciami z Wikipedii:-) Był to nasz czwarty okręt z kolei i Kacprowi zaczęło się już nudzić, więc musiałem mu urozmaicić trochę tę wycieczkę co widać na zamieszczonym obok zdjęciu:-) Gdy weszliśmy ponad "wyżyny" i wszystko widział doskonale z góry, natychmiast humor mu się poprawił i mogliśmy kontynuować zwiedzanie ostatniego już okrętu z naszej listy:-)
To ORP "Metalowiec" – polski mały okręt rakietowy. Posiada numer taktyczny 436. Jest to trzeci okręt typu Tarantul-I w Marynarce Wojennej RP. Okręt został zaprojektowany w ZSRR w CMKB "Ałmaz" i zbudowany w Rybińskiej Stoczni Rzecznej. Jest to okręt projektu 1241RE 'Mołnia', w kodzie NATO: 'Tarantul-I'. Jest to eksportowa wersja projektu. Wszedł do
ORP "Metalowiec", wraz z bliźniakiem ORP "Rolnik", wchodzi w skład dywizjonu okrętów rakietowych 3 Flotylli Okrętów w Gdyni. Jak już wspomniałem, ORP "Metalowiec" był już ostatnim okrętem z naszej listy i już nawet mnie wykończyło to zwiedzanie, co widać na załączonym zdjęciu, które wykonał mój Syn - Kacper. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłej lektury:-)
sobota, 14 maja 2011
wtorek, 10 maja 2011
Małe Zaległości :-)
Witam szanownych czytelników, gości, sympatyków kąpieli zimowych oraz wszystkich, którzy tutaj czasem zaglądają:-)Po półmaratonie w Chełmży mam małe zaległości. które teraz postaram się nadrobić w wielkim skrócie. Nikt się nie skarżył, więc sobie troszeczkę pofolgowałem, ale teraz już nazbierało się tego trochę i się zmobilizowałem. Wielokrotnie już pisałem, że bieganie jest a właściwie było dodatkiem do kąpieli morskich. Dzięki kolegom, którzy tylko biegają i wsparciu kolegi Piotrka, bieganie powolnymi krokami staje się moją drugą pasją. Jak już wspomniałem mam trochę zaległości i należy się Wam, moi drodzy czytelnicy kilka wyjaśnień. Nie było mnie te kilka dni na blogu ponieważ po pierwsze odpoczywałem po półmaratonie, a po drugie trwały przygotowania do kolejnego startu tym razem tylko na 10 kilometrów:-)Ale po kolei bo zaraz się w tym wszystkim zagubię:-) Półmaraton w Chełmży, jak wiecie skończyłem w sobotę, a w niedzielę mieliśmy już kolejny wspólny trening celem przygotowania do kąpieli. Oczywiście pomyliłem godzinę spotkania i przyjechałem sobie godzinkę wcześniej niż była planowana wspólna rozgrzewka:-)Pobiegłem sobie sam na 5 kilometrów aby później wiernie czekać na kolegów i pobiec z nimi na kolejną 5-tkę. Nie ma nic przyjemniejszego niż wejście do wody po wyczerpującym treningu i dać wytchnienie napiętym mięśniom w morskich falach. Poniedziałek również upłynął na lekkim treningu standardowo połączonego z kąpielą w naszym pięknym Bałtyku i otchłani jego fal:-)
I tak w tempie błyskawicy doszliśmy do święta konstytucji III maja z okazji którego otrzymałem takie oto cudeńko :-)
W pełni odzwierciedla moją duszę, uosobienie oraz normalny tryb życia, który prowadzę. Zamieszczam to zdjęcie właśnie tutaj, aby przybliżyć wszystkim czytającym, obserwującym oraz tym, którzy zostawiają czasem ślady swojego pobytu w formie miłego komentarza, moją sylwetkę:-)Jak dla wielu z Was, każdy wpis jest dla mnie na wagę złota i dlatego zawsze będę was gorąco zachęcał do pozostawienia śladów po sobie. Nie ma się czego obawiać, nie gryzę, a nawet jeśli... to byłem szczepiony :-)
Tak na marginesie i zupełnie nie związane z tematem postanowiłem zamieścić mojego, szczerbatego Szkraba, który jest dumny z utraconego zęba :-)
A oto kolejna zdobycz, jeśli można tak nazwać medal, który otrzymuje każdy, kto ukończył Bieg Europejski zorganizowany po raz kolejny w Gdyni na dystansie 10 kilometrów. Czas z jakim go ukończyłem to 44m i 6 sekund. Nie jest to jakiś rewelacyjny czas dla wyczynowo biegających sportowców, ale ja jestem z niego dumny.
I właśnie z taką dumą zakończę tego dzisiejszego posta gorąco Was wszystkich pozdrawiając i jeszcze raz dziękuję wszystkim za złożone komentarze:-)
I tak w tempie błyskawicy doszliśmy do święta konstytucji III maja z okazji którego otrzymałem takie oto cudeńko :-)
W pełni odzwierciedla moją duszę, uosobienie oraz normalny tryb życia, który prowadzę. Zamieszczam to zdjęcie właśnie tutaj, aby przybliżyć wszystkim czytającym, obserwującym oraz tym, którzy zostawiają czasem ślady swojego pobytu w formie miłego komentarza, moją sylwetkę:-)Jak dla wielu z Was, każdy wpis jest dla mnie na wagę złota i dlatego zawsze będę was gorąco zachęcał do pozostawienia śladów po sobie. Nie ma się czego obawiać, nie gryzę, a nawet jeśli... to byłem szczepiony :-)
Tak na marginesie i zupełnie nie związane z tematem postanowiłem zamieścić mojego, szczerbatego Szkraba, który jest dumny z utraconego zęba :-)
A oto kolejna zdobycz, jeśli można tak nazwać medal, który otrzymuje każdy, kto ukończył Bieg Europejski zorganizowany po raz kolejny w Gdyni na dystansie 10 kilometrów. Czas z jakim go ukończyłem to 44m i 6 sekund. Nie jest to jakiś rewelacyjny czas dla wyczynowo biegających sportowców, ale ja jestem z niego dumny.
I właśnie z taką dumą zakończę tego dzisiejszego posta gorąco Was wszystkich pozdrawiając i jeszcze raz dziękuję wszystkim za złożone komentarze:-)
poniedziałek, 2 maja 2011
IX Półmaraton Chełmżyński
Witam wszystkich sympatyków zimnych kąpieli oraz zwolenników biegania :-)Z radością pragnę poinformować o moim powrocie oraz osiągniętym sukcesie życiowym. Jako sukces uważam moje uczestnictwo i ukończenie IX Półmaratonu Chełmżyńskiego, który był moim pierwszym tak długim dystansem, w którym brałem udział. Odległość 21 kilometrów 97 metrów i 5 centymetrów ukończyłem w średnim czasie bo w ciągu 1 godziny 43 minut i 13 sekund co również uważam za osobisty sukces. Zająłem 120 miejsce na 270 startujących i na pamiątkę otrzymałem medal, który tutaj zamieszczam.
Za radą kolegów z doświadczeniem i wieloletnim stażem w tego typu startach, przed biegiem wykonaliśmy kilka prostych ćwiczeń, które mają na celu rozluźnienie mięśni a bardziej przygotowanie psychiczne do biegu:-)Kilka skrętów tułowia, małe rozciąganko mięśni i należało się powoli przygotować
Jeszcze jedno zdjęcie pamiątkowe celem uwiecznienia tej historycznej chwili i nie pozostało nam nic innego jak tylko ruszyć ku przeznaczeniu i w chwale ukończyć IX Półmaraton Chełmżyński wraz z Leszkiem, z którym razem reprezentowaliśmy Gdyński Klub Morsów i to właśnie dzięki jego namowom podjąłem decyzję o uczestnictwie w tym Półmaratonie:-)
Nie mogło oczywiście zabraknąć również z lini startowej, na której po raz pierwszy i zarazem ostatni, staliśmy w pierwszych szeregach. Po sygnale do startu oglądaliśmy już tylko plecy zawodników, którzy zachęceni wystrzałem ruszyli przed siebie pełni zapału i energii:-)
Z jaką satysfakcją wbiegałem na metę to wie tylko zawodnik, który ukończył bieg na podobnym dystansie:-)Miałem jeszcze siły na uśmiech, bo gdybym już nie miał na to sił to byłby znak, że bieganie nie jest konkurencją dla mnie:-)
Skoro to był mój pierwszy start to i nie mogłem sobie odmówić satysfakcji jaką jest zdjęcie bezpośrednio po biegu z wręczonym medalem na szyi:-)Po chwilowym odpoczynku i regeneracji płynów postanowiłem lekko rozbiegać zmęczone mięśnie i uspokoić serduszko powracając po kolegę Leszka, aby bardziej go zmobilizować i dodać mu sił na trasie. Dla takich biegaczy amatorskich jak my, każda informacja o zbliżającej się mecie jest ważna.
Razem z Leszkiem i medalem w ręku biegłem ku mecie aby uzyskał jak najlepszy czas. Mam nadzieję, że chociaż trochę go zdopingowałem i dzięki temu będzie miło wspominał ten Półmaraton:-)
Teraz razem szczęśliwi i uśmiechnięci mogliśmy kontynuować nasz pobyt w Chełmży. Organizatorzy przygotowali dla nas posiłek regeneracyjny, z którego wypadało skorzystać co natychmiast uczyniliśmy:-) Udaliśmy się niezwłocznie do restauracji, która była usytuowana nad pięknym i malowniczym jeziorem, wokół którego biegliśmy:-)
Oczywiście po posiłku regeneracyjnym nie mogliśmy sobie odmówić wspaniałej kąpieli w ciepłych wodach jeziora czym wzbudziliśmy niezłe zainteresowanie. Taka kąpiel lepiej nas zregenerowała niż posiłek i dlatego dopiero teraz mogliśmy usatysfakcjonowani i w chwale ukończonego biegu powrócić do domku. Zanim to jednak nastąpiło czekało mnie jeszcze jedno zadanie, którego wykonanie postawiłem sobie za punkt honoru. Otóż pakując się już do samochodu, Leszek wypatrzył na samym czubku drzewa piłkę, którą postanowiłem zdjąć za radą i wsparciem Leszka. Poniżej kilka zdjęć z przeprowadzonej akcji ratunkowej uwolnienia piłki z niebezpiecznych gałęzi drzewa:-)Akcja nie była łatwa, ale wykonalna :-)
Jak widać na powyższym zdjęciu, akcja ratunkowa piłki, przeprowadzona w szczególnie niebezpiecznych warunkach i bez asekuracji została zakończona szczęśliwym Happy endem:-) Na tym zakończę relację z IX Półmaratonu Chełmżyńskiego, który był moim pierwszym, ale z pewnością nie ostatnim Półmaratonem, w którym uczestniczyłem. Pozdrawiam Was bardzo gorąco i zapraszam na kolejne recenzje :-)
Za radą kolegów z doświadczeniem i wieloletnim stażem w tego typu startach, przed biegiem wykonaliśmy kilka prostych ćwiczeń, które mają na celu rozluźnienie mięśni a bardziej przygotowanie psychiczne do biegu:-)Kilka skrętów tułowia, małe rozciąganko mięśni i należało się powoli przygotować
Jeszcze jedno zdjęcie pamiątkowe celem uwiecznienia tej historycznej chwili i nie pozostało nam nic innego jak tylko ruszyć ku przeznaczeniu i w chwale ukończyć IX Półmaraton Chełmżyński wraz z Leszkiem, z którym razem reprezentowaliśmy Gdyński Klub Morsów i to właśnie dzięki jego namowom podjąłem decyzję o uczestnictwie w tym Półmaratonie:-)
Nie mogło oczywiście zabraknąć również z lini startowej, na której po raz pierwszy i zarazem ostatni, staliśmy w pierwszych szeregach. Po sygnale do startu oglądaliśmy już tylko plecy zawodników, którzy zachęceni wystrzałem ruszyli przed siebie pełni zapału i energii:-)
Z jaką satysfakcją wbiegałem na metę to wie tylko zawodnik, który ukończył bieg na podobnym dystansie:-)Miałem jeszcze siły na uśmiech, bo gdybym już nie miał na to sił to byłby znak, że bieganie nie jest konkurencją dla mnie:-)
Skoro to był mój pierwszy start to i nie mogłem sobie odmówić satysfakcji jaką jest zdjęcie bezpośrednio po biegu z wręczonym medalem na szyi:-)Po chwilowym odpoczynku i regeneracji płynów postanowiłem lekko rozbiegać zmęczone mięśnie i uspokoić serduszko powracając po kolegę Leszka, aby bardziej go zmobilizować i dodać mu sił na trasie. Dla takich biegaczy amatorskich jak my, każda informacja o zbliżającej się mecie jest ważna.
Razem z Leszkiem i medalem w ręku biegłem ku mecie aby uzyskał jak najlepszy czas. Mam nadzieję, że chociaż trochę go zdopingowałem i dzięki temu będzie miło wspominał ten Półmaraton:-)
Teraz razem szczęśliwi i uśmiechnięci mogliśmy kontynuować nasz pobyt w Chełmży. Organizatorzy przygotowali dla nas posiłek regeneracyjny, z którego wypadało skorzystać co natychmiast uczyniliśmy:-) Udaliśmy się niezwłocznie do restauracji, która była usytuowana nad pięknym i malowniczym jeziorem, wokół którego biegliśmy:-)
Oczywiście po posiłku regeneracyjnym nie mogliśmy sobie odmówić wspaniałej kąpieli w ciepłych wodach jeziora czym wzbudziliśmy niezłe zainteresowanie. Taka kąpiel lepiej nas zregenerowała niż posiłek i dlatego dopiero teraz mogliśmy usatysfakcjonowani i w chwale ukończonego biegu powrócić do domku. Zanim to jednak nastąpiło czekało mnie jeszcze jedno zadanie, którego wykonanie postawiłem sobie za punkt honoru. Otóż pakując się już do samochodu, Leszek wypatrzył na samym czubku drzewa piłkę, którą postanowiłem zdjąć za radą i wsparciem Leszka. Poniżej kilka zdjęć z przeprowadzonej akcji ratunkowej uwolnienia piłki z niebezpiecznych gałęzi drzewa:-)Akcja nie była łatwa, ale wykonalna :-)
Jak widać na powyższym zdjęciu, akcja ratunkowa piłki, przeprowadzona w szczególnie niebezpiecznych warunkach i bez asekuracji została zakończona szczęśliwym Happy endem:-) Na tym zakończę relację z IX Półmaratonu Chełmżyńskiego, który był moim pierwszym, ale z pewnością nie ostatnim Półmaratonem, w którym uczestniczyłem. Pozdrawiam Was bardzo gorąco i zapraszam na kolejne recenzje :-)
piątek, 29 kwietnia 2011
Poświąteczny Czwartek :-)
Witam wszystkich serdecznie:-)Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat:-)
Jak zwykle spotkaliśmy się w naszym morsowo-biegowym groni, aby tradycyjnie poćwiczyć przed kąpielą:-)Towarzystwo jak zwykle dopisało, humory również i nawet z frekwencją nie było źle. Małe rozbieganie nastąpiło po bulwarze z krótką gimnastyką i następnie ruszyliśmy z bulwaru w tereny leśne i "lekko" pagórkowate. Laskiem dokręciliśmy pozostałe kilometry aby trening zamknąć na 10 kilometrach. Po biegu czwartkowym nie mogło zabraknąć oczywiście kąpieli w rozgrzanym pierwszymi promykami słońca i wzburzonym Bałtyku:-)Na tym zakończę dzisiejszego posta i idę grzecznie do łóżeczka wypoczywać przed moim pierwszym Półmaratonem ,21 kilometrów 97 metrów i do tego jeszcze równe pięćdziesiąt centymetrów - tyle dokładnie wynosi dystans klasycznego półmaratonu, w którym planuję wziąć udział jutro w Chełmży. Kolejna relacja nastąpi po powrocie, jeśli będę jeszcze w stanie pisać:-)Jutro tak na prawdę okaże się jaki ze mnie sportowiec zakładając oczywiście,że ukończę cało i szczęśliwie jutrzejsze zawody:-) Trzymajcie za mnie kciuki i życzcie mi połamania nóg :-)
Jak zwykle spotkaliśmy się w naszym morsowo-biegowym groni, aby tradycyjnie poćwiczyć przed kąpielą:-)Towarzystwo jak zwykle dopisało, humory również i nawet z frekwencją nie było źle. Małe rozbieganie nastąpiło po bulwarze z krótką gimnastyką i następnie ruszyliśmy z bulwaru w tereny leśne i "lekko" pagórkowate. Laskiem dokręciliśmy pozostałe kilometry aby trening zamknąć na 10 kilometrach. Po biegu czwartkowym nie mogło zabraknąć oczywiście kąpieli w rozgrzanym pierwszymi promykami słońca i wzburzonym Bałtyku:-)Na tym zakończę dzisiejszego posta i idę grzecznie do łóżeczka wypoczywać przed moim pierwszym Półmaratonem ,21 kilometrów 97 metrów i do tego jeszcze równe pięćdziesiąt centymetrów - tyle dokładnie wynosi dystans klasycznego półmaratonu, w którym planuję wziąć udział jutro w Chełmży. Kolejna relacja nastąpi po powrocie, jeśli będę jeszcze w stanie pisać:-)Jutro tak na prawdę okaże się jaki ze mnie sportowiec zakładając oczywiście,że ukończę cało i szczęśliwie jutrzejsze zawody:-) Trzymajcie za mnie kciuki i życzcie mi połamania nóg :-)
środa, 27 kwietnia 2011
Poświąteczna publikacja morsowo-biegowa :-)
Witam Wszystkich zainteresowanych tematyką kąpieli zimową porą:-)Dziękuję również za serdeczne życzenia z Okazji Wielkiej Nocy. Święta minęły i niestety tak jak po każdych świętach, tak i teraz należy wrócić do rzeczywistości i realiów naszego życia naziemnego.
Święta spędziłem wraz z rodzinką poza domem, czyli w naszych rodzinnych stronach. Wyjechaliśmy już w piątek po pracy, aby jak najwięcej czasu spędzić poza blokowiskiem na łonie natury i w otoczce wiejskiego otoczenia. Tradycyjnie w sobotę przedświąteczną, razem z moim synem Kacprem udaliśmy się do Kościoła, aby poświecić jedzonko do śniadania w Wielką Niedzielę. Pospolicie mówiąc i bardziej zrozumiale byliśmy ze święconką.
Po powrocie z Kościoła wybrałem się na lekki trening biegowy, aby nie stracić ciężko wypracowanej kondycji. Pobiegłem sobie ok 9 kilometrów, aby po biegu skorzystać z dobrodziejstw natury i wykąpać się w jeziorku:-)
Ale tak sobie biegnąc przez las zobaczcie sami jakie cudeńka można znaleźć. Niedaleko opodal krzaczka zupełnie przypadkiem wypatrzyłem taki oto wspaniały koszyczek:-)Zając, sprytna bestia, na pewno domyślił się, że przyjechałem na Święta z synkiem i zostawił takie cudeńko dla Kacperka:-)Nawet nie wiecie ile radości mu sprawił tym prezentem, nie liczyła się zawartość lecz sam koszyk, który wszędzie zabierał z sobą aby pokazać wszystkim,jak bardzo go Kocha zajączek skoro zrobił mu taką niespodziankę. Wytrawne oko blogowiczów z pewnością rozpozna autora tego koszyczka i z pewnością przyznają mi rację, że jest cudowny, wspaniały i na pewno jedyny w swoim rodzaju:-)
Po biegu, jedynym przez całe święta nie mogłem sobie odmówić przyjemności, jaką jest kąpiel w jeziorku. Temperatura wody jest już porównywalna do temperatur w okresie letnim, ale przyzwyczajenie do kąpieli zwyciężyło. Przy takich temperaturach to nawet popływać dłużej można i to już na pewno nie jest mors owanie:-)Dla niezdecydowanych polecam kąpiel właśnie w takim jeziorku, gdzie woda jest o wiele cieplejsza niż w naszym morzu :-)Teraz to już nawet biegać bym nie musiał, ale jak pisałem już we wcześniejszych postach, bieganie jest zaraźliwe. Nie zostanę na pewno sławnym olimpijczykiem, ale na pewno poprawiła się przez to moja słaba kondycja fizyczna:-)
Prawie wszyscy na tym zdjęciu, łącznie ze mną wykazywali radość i zadowolenie z tej kąpieli-)Celowo napisałem prawie, ponieważ rybak, który łowił ryby na poprzedniej posesji uwidoczniony na tym zdjęciu z pewnością mojego zadowolenia nie podzielał:-)Początkowo nie zwracał na mnie uwagi, ale jak zacząłem pływać po jeziorku to pomyślał sobie: jak bardzo trzeba mieć poprzestawiane w mózgu aby kapać się o tej porze roku :-)Ale mamy już wiosnę prawda, wiec nikogo nie powinien dziwić widok kąpiącego się człowieka, który udaje zadowolenie i siłą zmusza się do uśmiechu:-):-):-) Po wyjściu z wody obowiązkowo ciepła kawa z mleczkiem i cukrem, która już czekała przygotowana u właściciela tej posesji:-)
Powrót do domku nastąpił w poniedziałek aby wypocząć jeszcze i przygotować się psychicznie do wtorkowego biegania. Zdjęcie obok zostało wykonane przed świętami, a wstawiłem je aby pokazać że Morsy Gdyńskie, tak jak i każde inne Morsy, dbają o swoją kondycję fizyczną biegając, a kąpiel poprawia samopoczucie duchowe.
To już pierwsze po świętach przygotowanie do treningu wtorkowego z grupą BR (Bardzo radośni)Po świętach frekwencja nie dopisała. Morsów reprezentowaliśmy tylko my obaj z Piotrkiem, który jest winny tego całego zamieszania biegowego grupę Bardzo Radosnych reprezentował Mario Piekario oraz Agnes, która dzielnie prowadzi grupę do sukcesu:-)
Na zakończenie pozwoliłem sobie, zupełnie niepotrzebnie zamieścić siebie aby jeszcze raz podziękować za życzenia oraz wsparcie i komentarze. W tym miejscu szczególne podziękowania należą się olllq, która jako jedyna zwróciła uwagę na informację o ostatnim poście i zmartwiła się, że nie będzie miała czego czytać:-) Muszę Was rozczarować niestety i sprostować ta informację. Owszem był to mój ostatni post ale przed świętami:-):-):-) Bardzo cieszę się że doceniacie te moje "wypociny" i dzięki temu jestem tutaj nadal aby was zanudzać:-)Pozdrawiam wszystkich czytających, komentujących oraz przypadkowych czytelników, którzy zagubili się w sieci:-) Jutro kolejny trening, już ostatni w tym tygodniu przed zawodami w Chełmży:-)Zapraszam jutro na ostatnie sprawozdanie przed półmaratonem :-):-):-)
Święta spędziłem wraz z rodzinką poza domem, czyli w naszych rodzinnych stronach. Wyjechaliśmy już w piątek po pracy, aby jak najwięcej czasu spędzić poza blokowiskiem na łonie natury i w otoczce wiejskiego otoczenia. Tradycyjnie w sobotę przedświąteczną, razem z moim synem Kacprem udaliśmy się do Kościoła, aby poświecić jedzonko do śniadania w Wielką Niedzielę. Pospolicie mówiąc i bardziej zrozumiale byliśmy ze święconką.
Po powrocie z Kościoła wybrałem się na lekki trening biegowy, aby nie stracić ciężko wypracowanej kondycji. Pobiegłem sobie ok 9 kilometrów, aby po biegu skorzystać z dobrodziejstw natury i wykąpać się w jeziorku:-)
Ale tak sobie biegnąc przez las zobaczcie sami jakie cudeńka można znaleźć. Niedaleko opodal krzaczka zupełnie przypadkiem wypatrzyłem taki oto wspaniały koszyczek:-)Zając, sprytna bestia, na pewno domyślił się, że przyjechałem na Święta z synkiem i zostawił takie cudeńko dla Kacperka:-)Nawet nie wiecie ile radości mu sprawił tym prezentem, nie liczyła się zawartość lecz sam koszyk, który wszędzie zabierał z sobą aby pokazać wszystkim,jak bardzo go Kocha zajączek skoro zrobił mu taką niespodziankę. Wytrawne oko blogowiczów z pewnością rozpozna autora tego koszyczka i z pewnością przyznają mi rację, że jest cudowny, wspaniały i na pewno jedyny w swoim rodzaju:-)
Po biegu, jedynym przez całe święta nie mogłem sobie odmówić przyjemności, jaką jest kąpiel w jeziorku. Temperatura wody jest już porównywalna do temperatur w okresie letnim, ale przyzwyczajenie do kąpieli zwyciężyło. Przy takich temperaturach to nawet popływać dłużej można i to już na pewno nie jest mors owanie:-)Dla niezdecydowanych polecam kąpiel właśnie w takim jeziorku, gdzie woda jest o wiele cieplejsza niż w naszym morzu :-)Teraz to już nawet biegać bym nie musiał, ale jak pisałem już we wcześniejszych postach, bieganie jest zaraźliwe. Nie zostanę na pewno sławnym olimpijczykiem, ale na pewno poprawiła się przez to moja słaba kondycja fizyczna:-)
Prawie wszyscy na tym zdjęciu, łącznie ze mną wykazywali radość i zadowolenie z tej kąpieli-)Celowo napisałem prawie, ponieważ rybak, który łowił ryby na poprzedniej posesji uwidoczniony na tym zdjęciu z pewnością mojego zadowolenia nie podzielał:-)Początkowo nie zwracał na mnie uwagi, ale jak zacząłem pływać po jeziorku to pomyślał sobie: jak bardzo trzeba mieć poprzestawiane w mózgu aby kapać się o tej porze roku :-)Ale mamy już wiosnę prawda, wiec nikogo nie powinien dziwić widok kąpiącego się człowieka, który udaje zadowolenie i siłą zmusza się do uśmiechu:-):-):-) Po wyjściu z wody obowiązkowo ciepła kawa z mleczkiem i cukrem, która już czekała przygotowana u właściciela tej posesji:-)
Powrót do domku nastąpił w poniedziałek aby wypocząć jeszcze i przygotować się psychicznie do wtorkowego biegania. Zdjęcie obok zostało wykonane przed świętami, a wstawiłem je aby pokazać że Morsy Gdyńskie, tak jak i każde inne Morsy, dbają o swoją kondycję fizyczną biegając, a kąpiel poprawia samopoczucie duchowe.
To już pierwsze po świętach przygotowanie do treningu wtorkowego z grupą BR (Bardzo radośni)Po świętach frekwencja nie dopisała. Morsów reprezentowaliśmy tylko my obaj z Piotrkiem, który jest winny tego całego zamieszania biegowego grupę Bardzo Radosnych reprezentował Mario Piekario oraz Agnes, która dzielnie prowadzi grupę do sukcesu:-)
Na zakończenie pozwoliłem sobie, zupełnie niepotrzebnie zamieścić siebie aby jeszcze raz podziękować za życzenia oraz wsparcie i komentarze. W tym miejscu szczególne podziękowania należą się olllq, która jako jedyna zwróciła uwagę na informację o ostatnim poście i zmartwiła się, że nie będzie miała czego czytać:-) Muszę Was rozczarować niestety i sprostować ta informację. Owszem był to mój ostatni post ale przed świętami:-):-):-) Bardzo cieszę się że doceniacie te moje "wypociny" i dzięki temu jestem tutaj nadal aby was zanudzać:-)Pozdrawiam wszystkich czytających, komentujących oraz przypadkowych czytelników, którzy zagubili się w sieci:-) Jutro kolejny trening, już ostatni w tym tygodniu przed zawodami w Chełmży:-)Zapraszam jutro na ostatnie sprawozdanie przed półmaratonem :-):-):-)
czwartek, 21 kwietnia 2011
Biegający Wielki Czwartek
Witam Was Moi drodzy wierni czytelnicy, obserwatorzy i zwolennicy zimowych kąpieli:-)Dzisiaj frekwencja nie dopisała zbytnio na treningu ale przecież nie o to chodzi aby biegać tłumem ale o to aby biegać i robić coś dla siebie:-)Zebraliśmy się w stałym miejscu i o tradycyjnej porze aby ruszyć na lekki trening z rozciąganiem. Pobiegaliśmy sobie lekką 10 a po biegu razem z kolegą Piotrkiem ruszyliśmy na kąpiel aby zaoszczędzić wodę w domu:-)
Woda była dla nas zbyt Ciepła (ok 6 stopni, powietrza ok 10), więc zamoczyłem tylko nogi do kolan, bo to wstyd kąpać się w tak ciepłej wodzie i nazywać to mors owaniem:-)Ale muszę się wam do czegoś przyznać, otóż jak już zamoczyłem nogi do kolan, odezwał się agresor:-)Skoro byłem już po kolana w wodzie i nikt tego nie widział, to oczywiście wskoczyłem dalej do ciepłej wody aby sobie trochę popływać :-) Pragnę również poinformować, iż jest to mój ostatni post.
W związku z nadchodzącymi świętami niech króliczek przyniesie wam w prezencie to, czego najbardziej pragniecie. To "coś" nie musi być ani widoczne, ani dotykalne, może nawet nie pachnieć, ale niech będzie czymś bez czego nie można i nie warto żyć...
Tego życzy Wam wszystkim PsotnyMorsik
Te zajączki, kurczaczki, króliczki i inne wszelakie stworzonka są takie śliczne, że nie mogłem się zdecydować, którego wstawić:-) Postanowiłem wstawić wszystkie :-)
A gołąbek pokoju, rewelacja nie mogłem go nie pominąć i celowo został wyeksponowany na honorowym miejscu.
Pozdrawiam Was serdecznie :-)
Woda była dla nas zbyt Ciepła (ok 6 stopni, powietrza ok 10), więc zamoczyłem tylko nogi do kolan, bo to wstyd kąpać się w tak ciepłej wodzie i nazywać to mors owaniem:-)Ale muszę się wam do czegoś przyznać, otóż jak już zamoczyłem nogi do kolan, odezwał się agresor:-)Skoro byłem już po kolana w wodzie i nikt tego nie widział, to oczywiście wskoczyłem dalej do ciepłej wody aby sobie trochę popływać :-) Pragnę również poinformować, iż jest to mój ostatni post.
W związku z nadchodzącymi świętami niech króliczek przyniesie wam w prezencie to, czego najbardziej pragniecie. To "coś" nie musi być ani widoczne, ani dotykalne, może nawet nie pachnieć, ale niech będzie czymś bez czego nie można i nie warto żyć...
Tego życzy Wam wszystkim PsotnyMorsik
Te zajączki, kurczaczki, króliczki i inne wszelakie stworzonka są takie śliczne, że nie mogłem się zdecydować, którego wstawić:-) Postanowiłem wstawić wszystkie :-)
A gołąbek pokoju, rewelacja nie mogłem go nie pominąć i celowo został wyeksponowany na honorowym miejscu.
Pozdrawiam Was serdecznie :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































