czwartek, 24 listopada 2011
Post Pożegnalny
Moi Drodzy, Kochani i wspaniali czytelnicy, którzy do mnie zaglądali tutaj i pozostawiali komentarze. Ten post będzie krótki, zwięzły i bardzo nietypowy. Było mi bardzo miło z Wami, bardzo Wam dziękuję za miłe pozostawione komentarze oraz za tak liczne odwiedziny na moim blogu. W miarę możliwości czasowych starałem się ukazać krótki obraz tego co robię oraz mojego zimnego zainteresowania. Miało być krótko, więc do rzeczy:-) Chciałem się tutaj z Wami wszystkimi pożegnać, a być może tylko rozstać na "krótki" czas. O tym zadecyduje najbliższa przyszłość zapisana nam wszystkim gdzieś na stronach księgi życia, która każdemu z nas jest przypisana. Miło mi było Was poznać. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to jeszcze wrócę, ale jeśli los będzie chciał inaczej to chociaż ten blog będzie krótkim wspomnieniem....
środa, 16 listopada 2011
XIV Bieg Niepodległości-Gdynia 11/11/11
Witam moich drogich,wspaniałych i Kochanych czytelników oraz obserwatorów:-) Ostatnio przygotowywałem się do startu w XIV biegu Niepodległości na dystansie 10 km aby złamać/ukończyć ten bieg w ciągu 40 minut:-) Niestety kilka drobnych szczegółów nie pozwoliła mi tego dokonać, a może po prostu jestem za stary na takie bieganie? Treningi były ostre i starałem się do nich podejść bardzo profesjonalnie, niestety organizm mój postanowił co innego. Już w trakcie przygotowań wiedziałem, że zamierzony cel nie będzie łatwy w osiągnięciu, ale jakby tego było mało to do kolekcji doszedł ból zębów i skupisko ropy na jednym z nich, a co za tym idzie antybiotyk:-( Gdyby ten bieg nie był ostatnim z trzech i gdybym nie włożył w jego przygotowanie tyle trudu to pewnie bym zrezygnował. Moja ambicja i wrodzona duma nie pozwoliła mi nie wystartować w tym biegu. Logika nakazywała aby biorąc antybiotyk nie startować, ale moja hardość i upór w bezwzględnym dążeniu do celu pozwoliła mi na start w XIV Biegu Niepodległości.
Start nastąpił o godz.15:15 i ruszyłem w wiadomym celu w kierunku mety, trasa była znana i dobrze przygotowana ale to jeszcze nie był widocznie ten bieg, który ukończę w ciągu 40 minut. Przed biegiem łyknąłem środki przeciwbólowe, rano dawkę antybiotyku i bieg ukończyłem w 41 minut i 19 sekund:-) To i tak ustanowiłem mój nowy rekord życiowy na odcinku 10 kilometrów bo o ponad 1 minutę poprawiłem mój poprzedni czas:-) Poniżej zamieszczam zdjęcie przed wyjściem z domu na spotkanie z przeznaczeniem:-)
Zdjęcie nie jest najlepszej jakości aby jakoś ukryć nieład, który pozostawiłem po moim wyjściu z domu. Ja to nazywam ładnie nieładem artystycznym chociaż moi pozostali domownicy tacy jak np. Pani żona miała trochę inne wyobrażenie i zdanie na temat pozostawionego stanu rzeczy, nazywając mój artystyczny nieład-bałaganem:-) Nie czuję się obrażony przecież każdy może nazywać rzeczy tak jak chce, przecież mamy demokrację:-) Jak zwał tak zwał lepiej było tego nie pokazywać na zdjęciach publikowanych na blogu:-) Poniżej zamieszczam jeszcze kilka zdjęć znalezionych w sieci, które udało mi się wydobyć.
W XIV Bieg Niepodległości w Gdyni ukończyło 1885 osób, które zostały oficjalnie sklasyfikowane. Z moim czasem ulokowałem się na 223 pozycji open i kolejno: 67 na 586 w kategorii wiekowej oraz 212 na 1501 startujących mężczyzn:-) Mogło być lepiej i na pewno będzie w kolejnych zawodach jeśli oczywiście mój organizm nie zastrajkuje:-) Ale nie będę was zanudzał tylko przejdę do olejnych zdjęć, otóż jak wspomniałem wcześniej XIV Bieg Niepodległości był ostatnim z trzech biegów ulicznych rozgrywanych w Gdyni. W każdym z tych trzech biegów otrzymywaliśmy medal za samo ukończenie, który był jednocześnie jednym elementem układanki z trzech medali, które tworzą całość. Dla przypomnienia:
A tak prezentują się wszystkie razem złożone w jedną całość :-)

Ale element układanki dopiero widać na odwrocie, co przedstawiam poniżej :-)
Na tym powoli kończył aby Was nie zanudzać, a na zakończenie oczywiście mój numer startowy wraz z ostatnim medalem i jednocześnie ostatnim elementem układanki aby dopełnić formalności i okazać, że brałem udział w tym biegu i go ukończyłem:-)
Oczywiście po biegu nie mogło zabraknąć jeszcze jednego elementu, który jest bezpośrednio związany z bieganiem czyli kąpiel morska dla zahartowania organizmu :-) A teraz jak już dobrnęliście do końca to życzę wszystkim czytelnikom oraz obserwatorom, kolorowych snów i ciekawej lektury do poduszki:-)
Bardzo serdecznie dziękuję za pozostawione miłe komentarze pod ostatnim postem i w tym miejscu zachęcam pozostałych obserwatorów do pozostawiania śladu pobytu tutaj w postaci przysłowiowej kropki:-)
Start nastąpił o godz.15:15 i ruszyłem w wiadomym celu w kierunku mety, trasa była znana i dobrze przygotowana ale to jeszcze nie był widocznie ten bieg, który ukończę w ciągu 40 minut. Przed biegiem łyknąłem środki przeciwbólowe, rano dawkę antybiotyku i bieg ukończyłem w 41 minut i 19 sekund:-) To i tak ustanowiłem mój nowy rekord życiowy na odcinku 10 kilometrów bo o ponad 1 minutę poprawiłem mój poprzedni czas:-) Poniżej zamieszczam zdjęcie przed wyjściem z domu na spotkanie z przeznaczeniem:-)
Zdjęcie nie jest najlepszej jakości aby jakoś ukryć nieład, który pozostawiłem po moim wyjściu z domu. Ja to nazywam ładnie nieładem artystycznym chociaż moi pozostali domownicy tacy jak np. Pani żona miała trochę inne wyobrażenie i zdanie na temat pozostawionego stanu rzeczy, nazywając mój artystyczny nieład-bałaganem:-) Nie czuję się obrażony przecież każdy może nazywać rzeczy tak jak chce, przecież mamy demokrację:-) Jak zwał tak zwał lepiej było tego nie pokazywać na zdjęciach publikowanych na blogu:-) Poniżej zamieszczam jeszcze kilka zdjęć znalezionych w sieci, które udało mi się wydobyć.
W XIV Bieg Niepodległości w Gdyni ukończyło 1885 osób, które zostały oficjalnie sklasyfikowane. Z moim czasem ulokowałem się na 223 pozycji open i kolejno: 67 na 586 w kategorii wiekowej oraz 212 na 1501 startujących mężczyzn:-) Mogło być lepiej i na pewno będzie w kolejnych zawodach jeśli oczywiście mój organizm nie zastrajkuje:-) Ale nie będę was zanudzał tylko przejdę do olejnych zdjęć, otóż jak wspomniałem wcześniej XIV Bieg Niepodległości był ostatnim z trzech biegów ulicznych rozgrywanych w Gdyni. W każdym z tych trzech biegów otrzymywaliśmy medal za samo ukończenie, który był jednocześnie jednym elementem układanki z trzech medali, które tworzą całość. Dla przypomnienia:
1/3 Bieg Europejski
Gdynia 07 maj 2011
2/3 Nocny Bieg Świętojański
Gdynia 18 Czerwca 2011
3/3 XIV Bieg Niepodległości
Gdynia 11/11/11
A tak prezentują się wszystkie razem złożone w jedną całość :-)

Ale element układanki dopiero widać na odwrocie, co przedstawiam poniżej :-)
Na tym powoli kończył aby Was nie zanudzać, a na zakończenie oczywiście mój numer startowy wraz z ostatnim medalem i jednocześnie ostatnim elementem układanki aby dopełnić formalności i okazać, że brałem udział w tym biegu i go ukończyłem:-)
Oczywiście po biegu nie mogło zabraknąć jeszcze jednego elementu, który jest bezpośrednio związany z bieganiem czyli kąpiel morska dla zahartowania organizmu :-) A teraz jak już dobrnęliście do końca to życzę wszystkim czytelnikom oraz obserwatorom, kolorowych snów i ciekawej lektury do poduszki:-)
Bardzo serdecznie dziękuję za pozostawione miłe komentarze pod ostatnim postem i w tym miejscu zachęcam pozostałych obserwatorów do pozostawiania śladu pobytu tutaj w postaci przysłowiowej kropki:-)
poniedziałek, 7 listopada 2011
Morsowa Kąpiel :-)
Witam Moich Drogich Czytelników:-) Pragnę bardzo serdecznie przeprosić moich czytelników za moją nieobecność tutaj. Nie zostawiałem żadnej wzmianki o tym, ponieważ nie sądziłem,że ktoś zauważy moją "chwilową" nieobecność. Był nawet czas, gdzie myślałem o całkowitym zamknięciu tego bloga. Skoro jednak sprawia mi to radość a dodatkowo mam kameralne grono czytelników, którzy czytają moje przeżycia i nie zasypiają przy tym, to stwierdziłem aby kontynuować pisanie. Oczywiście dziękuję wszystkim za sam pobyt tutaj, a komentarz jest tylko dodatkową nagrodą dla mnie:-)
Dzisiaj wskoczyłem tutaj dosłownie na chwilkę, aby pokazać pierwsze wykonane zdjęcia jeszcze świeże bo z dzisiaj. Ale zanim je wstawię, chciałbym pokazać nasz piękny Bałtyk jesienną porą
Niestety mam zbyt dobrego aparatu i jakość zdjęć jest kiepska ale jakoś chyba wyszły:-) Jak Wam już pisałem wcześniej, zacząłem trochę biegać i poniżej zamieszczam jedną fotkę przed wybiegnięciem na krótki, lekki 14-to kilometrowy trening przed kąpielą. Celowo robię sobie zdjęcia właśnie na tych kamieniach, ponieważ moje zdjęcie profilowe również jest tam wykonane tylko lekko w innej scenerii, bo bardziej przystępnej Morsom:-)
Jak Wam już pisałem wcześniej, zacząłem trochę biegać i po lewej zamieszczam jedną fotkę przed wybiegnięciem na krótki, lekki 14-to kilometrowy trening przed kąpielą. Celowo robię sobie zdjęcia pamiątkowe właśnie na tych kamieniach, ponieważ moje zdjęcie profilowe i jedno z pierwszych, również jest tam wykonane tylko w zimowej scenerii :-) Oto przedstawiciel gatunku Morsowatych, który żyje na ludnych terenach Trójmiasta. Wymagania do utrzymania niewielkie, trochę swobody, dobre karmienie, preferowane frytki samodzielnie wykonane, z dodatkiem niewielkiej ilości białej, śmiercionośnej substancji, powszechnie nazywanej solą. Jak widać po sylwetce zamieszczonego na zdjęciu osobnika, ruch na świeżym powietrzu jest wymagany w celu okresowego odtłuszczenia i utrzymania ogólnej kondycji fizycznej, pozwalającej na okresowe zażywanie kąpieli w zimnych wodach naszego Bałtyku.
Jeśli jeszcze nie usnęliście, to pozwolę sobie jeszcze zamieścić dwie fotki, wykonane bezpośrednio po udanej przebieżce treningowej, aby zachęcić i promować kąpiele w zimnych wodach, nie koniecznie Bałtyku, które bardzo wpływają bardzo kojąco na organizm oraz wyciszają umysł co widać na fotografii poniżej:-)
Na tym zakończę dzisiejszą relację i zachęcam do zaglądania tutaj czasem, może i Ty skusisz się na kąpiel:-)
Dzisiaj wskoczyłem tutaj dosłownie na chwilkę, aby pokazać pierwsze wykonane zdjęcia jeszcze świeże bo z dzisiaj. Ale zanim je wstawię, chciałbym pokazać nasz piękny Bałtyk jesienną porą
Niestety mam zbyt dobrego aparatu i jakość zdjęć jest kiepska ale jakoś chyba wyszły:-) Jak Wam już pisałem wcześniej, zacząłem trochę biegać i poniżej zamieszczam jedną fotkę przed wybiegnięciem na krótki, lekki 14-to kilometrowy trening przed kąpielą. Celowo robię sobie zdjęcia właśnie na tych kamieniach, ponieważ moje zdjęcie profilowe również jest tam wykonane tylko lekko w innej scenerii, bo bardziej przystępnej Morsom:-)
Jak Wam już pisałem wcześniej, zacząłem trochę biegać i po lewej zamieszczam jedną fotkę przed wybiegnięciem na krótki, lekki 14-to kilometrowy trening przed kąpielą. Celowo robię sobie zdjęcia pamiątkowe właśnie na tych kamieniach, ponieważ moje zdjęcie profilowe i jedno z pierwszych, również jest tam wykonane tylko w zimowej scenerii :-) Oto przedstawiciel gatunku Morsowatych, który żyje na ludnych terenach Trójmiasta. Wymagania do utrzymania niewielkie, trochę swobody, dobre karmienie, preferowane frytki samodzielnie wykonane, z dodatkiem niewielkiej ilości białej, śmiercionośnej substancji, powszechnie nazywanej solą. Jak widać po sylwetce zamieszczonego na zdjęciu osobnika, ruch na świeżym powietrzu jest wymagany w celu okresowego odtłuszczenia i utrzymania ogólnej kondycji fizycznej, pozwalającej na okresowe zażywanie kąpieli w zimnych wodach naszego Bałtyku.
Jeśli jeszcze nie usnęliście, to pozwolę sobie jeszcze zamieścić dwie fotki, wykonane bezpośrednio po udanej przebieżce treningowej, aby zachęcić i promować kąpiele w zimnych wodach, nie koniecznie Bałtyku, które bardzo wpływają bardzo kojąco na organizm oraz wyciszają umysł co widać na fotografii poniżej:-)
Na zakończenie kąpieli nie mogło oczywiście zabraknąć i zdjęć w scenerii Bałtyku
Na tym zakończę dzisiejszą relację i zachęcam do zaglądania tutaj czasem, może i Ty skusisz się na kąpiel:-)sobota, 29 października 2011
Powrót "syna marnotrawnego" na bloga :-)
Witam moich sympatycznych, przemiłych i bardzo przeze mnie zaniedbanych czytelników, o ile jeszcze takowi się znajdą:-) Jakąś małą chwilę mnie tu nie było i ciekawy jestem, czy ktoś mnie jeszcze pamięta, a jeśli pamięta, to pewnie oberwę zaraz za tak długą przerwę w pisaniu:-) Nic szczególnego i godnego uwagi się nie działo w moim życiorysie, więc postanowiłem chwilowo zawiesić pisanie bloga o morsowaniu latem. Nie chciałem Was zanudzać pisaniem ciągle o tym samym, czyli o jakimś tam bieganiu, które nie ma sens tylko podczas rozgrzewki przed kąpielą w morskich falach naszego Bałtyku. Przez czas mojej nieobecności nie wydarzyło się nic, no może prawie nic, o czym można by napisać. To "prawie nic" to między innymi start w 49 Biegu Westerplatte w Gdańsku dnia 03/09/2011r.
Poniżej zdjęcie na tle pomnika upamiętniającego wydarzenie, które nigdy nie powinno mieć miejsca w naszym cywilizowanym świecie, a mowa oczywiście o wybuchu II wojny światowej zapoczątkowanej bandyckim atakiem III Rzeszy Niemieckiej właśnie na Westerplatte.
Na dowód, że brałem udział w tym biegu przesyłam jeszcze kilka fotek poniżej z trasy biegu:-)
Powyżej rywalizacja na ostatnich metrach przed metą, było bardzo ciepło i osobiście dla mnie ten bieg był bardzo ciężki. Ale że jakoś się doczłapałem do mety, pokonując 10 km w czasie 42 minut i 41 sekund, zasłużyłem na medal:-) Wiem, że wynik dla wielu z Was nie jest powalający, ale robiłem co mogłem aby dopiec i z honorem odebrać medal główny, który przedstawiam poniżej:-)
Oraz dyplom i medal dodatkowy, którego się nie spodziewałem:-)
Autorem, pomysłodawcą, projektantem tego całego pomysłu była oto ta miła i jakże sympatyczna osóbka, z którą miałem zaszczyt umieścić się na jednym zdjęciu zamieszczonego ponizej:-)
Aby całej ceremonii stało się zadość i start zarówno w tych jak i kolejnych zawodach miał sens nie mogło również zabraknąć najważniejszego osobnika mojego rodu, dla którego te niewytłumaczalne czynności (starty w zawodach-przypis autora) wykonuję :-)
Na miejscu spotkaliśmy jeszcze kilku kolegów, co również zostało udokumentowane poniżej

Poniżej zdjęcie na tle pomnika upamiętniającego wydarzenie, które nigdy nie powinno mieć miejsca w naszym cywilizowanym świecie, a mowa oczywiście o wybuchu II wojny światowej zapoczątkowanej bandyckim atakiem III Rzeszy Niemieckiej właśnie na Westerplatte.
Na dowód, że brałem udział w tym biegu przesyłam jeszcze kilka fotek poniżej z trasy biegu:-)
Oraz dyplom i medal dodatkowy, którego się nie spodziewałem:-)
A poniżej jeszcze wspomniany dyplom:-)
Tydzień po starcie z Westerplatte z małą grupka przyjaciół pojechaliśmy do Iławy, aby spróbować swoich sił w I Iławskim Półmaratonie, który bardzo miło wspominam. Trasa była świetna, pogoda dopisała i co najważniejsze, dopełzłem osiągając ostateczny czas na mecie:1:36:35 :-) Poniżej nasze zdjęcie w trakcie przygotowań
Na miejscu spotkaliśmy jeszcze kilku kolegów, co również zostało udokumentowane poniżej
A to już po ukończeniu biegu z nietypowymi medalami wykonanymi ze szkła:-)

Na tym można by zakończyć pisanie tego posta, ale zapomniałem dodać najważniejszą informację. Otóż od 2 października ruszył pełna parą sezon morsowy i już nareszcie można się spokojnie wykąpać w naszych pięknych i krystalicznie czystych o tej porze roku, wodach Bałtyku. Woda jest tak czysta, że po wejściu po szyję widać palce u nóg i chociażby dla takich wrażeń warto kąpać się o tej porze roku:-) Bieganie to sprawa drugoplanowa:-) Pozdrawiam serdecznie, liczę na miłe przyjęcie i życzę miłej lektury :-)
Postanowiłem jeszcze dodać na zakończenie mojego, głównego bohatera :-)
piątek, 19 sierpnia 2011
Ciężki powrót do pracy oraz sprawozdanie z urlopu:-)
Witam wszystkich moich Kochanych czytelników po moim zasłużonym ale jakże krótkim urlopie.Krótkim ale starałem się spędzić go jak najwięcej na prostym nic nie robieniu pomijając 20 kilometrowe przebieżki treningowe przed Maratonem przez trzy dni, ale to się nie liczy. Pogoda dopisała bo nie było zbyt gorąco i kilka dni spędziliśmy na wycieczkach z moim dzielnym synkiem Kacperkiem:-)
Popływaliśmy sobie po porcie stateczkiem bo sam pamiętam,że dla mnie w jego wieku to było niezapomniane przeżycie. Kiedy płynęliśmy zaczął padać lekki deszczyk, który nas nie zniechęcił.Poniżej kilka zdjęć z tej wycieczki:-)

Następnego dnia kolejny dzień spędzony wspólnie z moim dzielnym rozbójnikiem i kolejny wypad tym razem do oceanarium, może i dla Kacperka była to atrakcja ale osobiście nie polecam. Pamiętam to oceanarium z moich młodzieńczych lat i powiem Wam szczerze, że się zawiodłem. Myślałem, że przez te kilkanaście lat coś się zmieniło. Nic bardziej mylnego, ale to może tylko moja opinia. Poniżej kilka zdjęć z tej wycieczki


Po wyjściu z zacnego akwarium jeszcze zaserwowałem Kacperkowi przejazd rowerem
Nie mogło też zabraknąć i zimnego loda z zabawką niespodzianką w takim pięknym, słonecznym dniu
Po tych miejskich atrakcjach pojechaliśmy całą rodzinką na wieś, gdzie również odwiedziliśmy bardzo niesforną i bardzo ruchliwą osóbkę, którą zapewne poznajecie.Musiałem aż z Gdyni przyjechać do niej aby rozpalić ognisko. W nagrodę za rozpalone przez Tatusia ognisko, Kacper otrzymał od ciotuni tarczę ze swym imieniem oraz miecz dla prawdziwego rycerza:-)
Niestety urlop bardzo szybko minął i trzeba było wracać do domu, ale nie wracałem sam bo porwałem od mojej Siostruni córcie i wracaliśmy we trójkę pociągiem po czułych pożegnaniach na stacji
Tak oto zostałem pożegnany przez Ciocię Tolę i razem z córciami pojechaliśmy zdobywać świat naszymi Polskimi Kolejami Państwowymi, które pomimo rzekomych przemian zmierzają ku lepszemu :-) Już teraz nie wiadomo czyje są tory, czyje są wagony a maszynista ma swoją działalność gospodarczą.Nikt nie wie kto odpowiada za zaplecze socjalne na dworcach i czy pociąg na który się czeka przyjedzie.
Jak widać dojechaliśmy cało i szczęśliwie a pozostała ekipa dotarła już samochodem do celu. Niestety musieliśmy dokonać podziału kto samochodem a kto pociągiem ponieważ w sumie było nas sześcioro. Jechałem pociągiem jako opiekun grupy a Dominika i Weronika towarzysko aby umilić mi czas podczas tej monotonnej podróży do domu. Ciocia Tola oraz dwie jej córki: Weronika i Dominika przyjechały do Gdynia do mnie w odwiedziny a przy okazji na koncert Ani Wyszkoni. Koncert był wspaniały a klimat niepowtarzalny. Piękna muzyka w scenerii Gdyńskiej plaży. Tego się po prostu nie da opisać, to trzeba przeżyć aby doświadczyć tej niesamowitej atmosfery. Kacper był tak zafascynowany koncertem i efektami, że nie chciał jechać do domu a już o spaniu nie było mowy. Poniżej zdjęcie, które ukradłem Dominice aby wkleić je na tym blogu zrobione bezpośrednio po koncercie. To jest chyba jedyne zdjęcie na którym jestem z rodzinką w komplecie
A tutaj żonkosia moja poszukuje podusi do spania, podczas gdy dzieci nawet o tym nie chcą słyszeć
Właśnie o tych wspaniałych dzieciach mówię, a przecież to już prawie dorosłe kobietki:-)
Tak oto małymi kroczkami powoli dochodzimy do końca, rodzinka pojechała a ja jak już wspomniałem dokładnie 15 sierpnia wystartowałem w XVII maratonie Solidarności. Miałem obawy do samego startu czy jestem gotowy aby wystartować na takim dystansie. Teraz już mogę powiedzieć, że jestem maratończykiem w pełni tego słowa znaczeniu. Jestem zwycięzcą nad swoimi słabościami tak jak 620 pozostałych sportowców, którzy ukończyli ten bieg, a ukończyłem go na 150 pozycji z czasem 3 godziny 36 minut i 22 sekundy czyli zgodnie z założeniami złamałem 4 godziny :-)Pogoda nam dopisała bo rano padał deszczyk, który nam towarzyszył również po drodze. Dla przypomnienia dodam tylko, że był to mój pierwszy start na takim dystansie, który dla przypomnienia podam,liczy dokładnie 42,195 km:-) Jestem zadowolony i bardzo dumny z siebie, nigdy nie sądziłem że ukończę tego typu imprezę.Nie pisałem tak długo ponieważ odpoczywałem i nadal odpoczywam, a nogi cały czas bolą. Ale frajda i satysfakcja z ukończenia takiego biegu jest bezcenna i z pewnością będzie jeszcze kilka takich startów, a może i nawet kilkanaście?:-)
Poniżej kilka zdjęć z biegu, które wykonała koleżanka jadąc cały czas za nami na rowerze z zapasami wody i żywności:-) Kolega Piotr natomiast sprawił nam niespodziankę, nieoczekiwanie czekając na mecie i stąd jego zdjęcia na mecie
No i oczywiście na koniec nie może zabraknąć najważniejszego, czyli trofeum dla każdego uczestnika biegu, który dotarł na metę w regulaminowym czasie czyli 5 godzin i 30 minut. Tradycyjnie już,aby bardziej naświetlić rozbieżność czasową z jaką zawodnicy ukończyli Maraton solidarności podam, że zawodnik, który pokonał dystans 42,195 km jako pierwszy dokonał tego w czasie 2:23:37, natomiast ostatnia uczestniczka pokonała ten sam dystans w czasie 5:25:19.
Myślę, że jakoś dorwaliście do końca i wybaczycie mi moją absencję tutaj a tym bardziej na blogach, które obserwuję. Jeszcze na zakończenie chciałbym ponownie Wam wszystkim moi drodzy czytelnicy, obserwatorzy oraz koledzy i pewnie koleżanki też, którzy ze mną trenują i cierpliwie znoszą moje marudzenie, serdecznie podziękować za wsparcie i motywację aby dalej realizować mój cel. Dla wytrwałych oczywiście jeszcze jedno zdjęcie głównego zainteresowanego moimi medalami a właściwie naszymi:-)
Popływaliśmy sobie po porcie stateczkiem bo sam pamiętam,że dla mnie w jego wieku to było niezapomniane przeżycie. Kiedy płynęliśmy zaczął padać lekki deszczyk, który nas nie zniechęcił.Poniżej kilka zdjęć z tej wycieczki:-)

![]() |


Po wyjściu z zacnego akwarium jeszcze zaserwowałem Kacperkowi przejazd rowerem
Nie mogło też zabraknąć i zimnego loda z zabawką niespodzianką w takim pięknym, słonecznym dniu
Po tych miejskich atrakcjach pojechaliśmy całą rodzinką na wieś, gdzie również odwiedziliśmy bardzo niesforną i bardzo ruchliwą osóbkę, którą zapewne poznajecie.Musiałem aż z Gdyni przyjechać do niej aby rozpalić ognisko. W nagrodę za rozpalone przez Tatusia ognisko, Kacper otrzymał od ciotuni tarczę ze swym imieniem oraz miecz dla prawdziwego rycerza:-)
| Kawa w magicznym kubku w takim towarzystwie - Bezcenna :-) |
Niestety urlop bardzo szybko minął i trzeba było wracać do domu, ale nie wracałem sam bo porwałem od mojej Siostruni córcie i wracaliśmy we trójkę pociągiem po czułych pożegnaniach na stacji
Tak oto zostałem pożegnany przez Ciocię Tolę i razem z córciami pojechaliśmy zdobywać świat naszymi Polskimi Kolejami Państwowymi, które pomimo rzekomych przemian zmierzają ku lepszemu :-) Już teraz nie wiadomo czyje są tory, czyje są wagony a maszynista ma swoją działalność gospodarczą.Nikt nie wie kto odpowiada za zaplecze socjalne na dworcach i czy pociąg na który się czeka przyjedzie.
Jak widać dojechaliśmy cało i szczęśliwie a pozostała ekipa dotarła już samochodem do celu. Niestety musieliśmy dokonać podziału kto samochodem a kto pociągiem ponieważ w sumie było nas sześcioro. Jechałem pociągiem jako opiekun grupy a Dominika i Weronika towarzysko aby umilić mi czas podczas tej monotonnej podróży do domu. Ciocia Tola oraz dwie jej córki: Weronika i Dominika przyjechały do Gdynia do mnie w odwiedziny a przy okazji na koncert Ani Wyszkoni. Koncert był wspaniały a klimat niepowtarzalny. Piękna muzyka w scenerii Gdyńskiej plaży. Tego się po prostu nie da opisać, to trzeba przeżyć aby doświadczyć tej niesamowitej atmosfery. Kacper był tak zafascynowany koncertem i efektami, że nie chciał jechać do domu a już o spaniu nie było mowy. Poniżej zdjęcie, które ukradłem Dominice aby wkleić je na tym blogu zrobione bezpośrednio po koncercie. To jest chyba jedyne zdjęcie na którym jestem z rodzinką w komplecie
| Rodzinka prawie w komplecie :-) |
| Rycerz i śpiąca królewna :-) |
Tak oto małymi kroczkami powoli dochodzimy do końca, rodzinka pojechała a ja jak już wspomniałem dokładnie 15 sierpnia wystartowałem w XVII maratonie Solidarności. Miałem obawy do samego startu czy jestem gotowy aby wystartować na takim dystansie. Teraz już mogę powiedzieć, że jestem maratończykiem w pełni tego słowa znaczeniu. Jestem zwycięzcą nad swoimi słabościami tak jak 620 pozostałych sportowców, którzy ukończyli ten bieg, a ukończyłem go na 150 pozycji z czasem 3 godziny 36 minut i 22 sekundy czyli zgodnie z założeniami złamałem 4 godziny :-)Pogoda nam dopisała bo rano padał deszczyk, który nam towarzyszył również po drodze. Dla przypomnienia dodam tylko, że był to mój pierwszy start na takim dystansie, który dla przypomnienia podam,liczy dokładnie 42,195 km:-) Jestem zadowolony i bardzo dumny z siebie, nigdy nie sądziłem że ukończę tego typu imprezę.Nie pisałem tak długo ponieważ odpoczywałem i nadal odpoczywam, a nogi cały czas bolą. Ale frajda i satysfakcja z ukończenia takiego biegu jest bezcenna i z pewnością będzie jeszcze kilka takich startów, a może i nawet kilkanaście?:-)
Poniżej kilka zdjęć z biegu, które wykonała koleżanka jadąc cały czas za nami na rowerze z zapasami wody i żywności:-) Kolega Piotr natomiast sprawił nam niespodziankę, nieoczekiwanie czekając na mecie i stąd jego zdjęcia na mecie
![]() |
| Tak wyglądaliśmy przed startem |
![]() |
| ... i po ukończonym wyścigu, zadowoleni i szczęśliwi :-) |
![]() |
| Biegłem dla Foki i Morświna aby pokazać ludziom, że na Bałtyku nie jesteśmy sami:-) |
![]() |
| Tusz przed debiutowym startem :-) |
![]() |
| Pierwsze kilometry w nogach :-) |
![]() |
| Radość z przebytych dwudziestu kilku kilometrów:-) |
| Finisz na metę i radość z ostatnich pokonywanych metrów:-) |
| Meta: satysfakcja z ukończenia, radość z pokonania słabości i... wielki ból nóg :-) |
No i oczywiście na koniec nie może zabraknąć najważniejszego, czyli trofeum dla każdego uczestnika biegu, który dotarł na metę w regulaminowym czasie czyli 5 godzin i 30 minut. Tradycyjnie już,aby bardziej naświetlić rozbieżność czasową z jaką zawodnicy ukończyli Maraton solidarności podam, że zawodnik, który pokonał dystans 42,195 km jako pierwszy dokonał tego w czasie 2:23:37, natomiast ostatnia uczestniczka pokonała ten sam dystans w czasie 5:25:19.
Myślę, że jakoś dorwaliście do końca i wybaczycie mi moją absencję tutaj a tym bardziej na blogach, które obserwuję. Jeszcze na zakończenie chciałbym ponownie Wam wszystkim moi drodzy czytelnicy, obserwatorzy oraz koledzy i pewnie koleżanki też, którzy ze mną trenują i cierpliwie znoszą moje marudzenie, serdecznie podziękować za wsparcie i motywację aby dalej realizować mój cel. Dla wytrwałych oczywiście jeszcze jedno zdjęcie głównego zainteresowanego moimi medalami a właściwie naszymi:-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































































































